Pierwszy hitlerowiec – Ferdynad Lasalle

Narodowy socjalizm jest przeciwnikiem socjalizmu międzynarodowego pokroju marksowskiego. Hasła socjalizmu międzynarodowego stara on się urzeczywistnić w ramach narodu, a raczej państwa narodowego. Nie będziemy tu mówić o rzeczywistości. Ograniczymy się tylko do tego, co głosi program, do owego amalgamatu haseł socjalistycznych i nacjonalistycznych.

Amalgamat ten nie jest oryginalnym wymysłem hitleryzmu, ma on już swoją historię. Oryginalnością pomysłu Hitlera jest wyciągnięcie z haseł nacjonalistycznych jaknajdalej idących konsekwencji aż do absurdu rasistowskiego. Stąd ich antysemityzm: „Ein Orginal ist ein Narr auf eigene Faust”, mówił Gothe, lecz to szaleństwo ma swoją metodę. Zagrożona w styczniu 1933 r. burżuazja musiała bezrobotnym a warczącym tłumom rzucić kogoś na pożarcie. Jak ongiś Neron utrzymał swoją władzę, skierowując nienawiść tłumów w stronę chrześcijan, tak dzisiaj żydzi spełniają rolę „chłopców do bicia”. Równocześnie przetrzebione zostają szeregi najzdolniejszych konkurentów. Tak wszystko na świecie ma swoją dostateczną przyczynę.

Panująca w początkach ubiegłego stulecia klasyczna szkoła ekonomji politycznej nadawała sobie znamiona doktryny, zbawiennej dla wszystkich państw świata. Jeśli jak później odezwie się Lasalle, starała się ona rolę Państwa w życiu gospodarczym ograniczyć do roli stróża nocnego, to odnosiło się to także do wymiany międzynarodowej. Tu hasłem był wolny handel, uchylenie wszelkich barjer celnych dla możliwie najmniej skrępowanego, najbardziej swobodnego importu towarów z zagranicy, czytaj: z Anglji.

Żaden bowiem ślepy traf tego nie sprawił, że szkoła klasyczna znalazła swych najwybitniejszych zwolenników, najgorliwszych propagatorów jak, Smith, Ricardo, Mill i innych, — właśnie w Anglji, której przemysł, zakrojony na skalę nowoczesną, rozwinął się najokazalej. Był on tam najbardziej zdolnym do konkurencji. Jeżeli w innych krajach znajdował on się dopiero w zaczątkach, to wolna konkurencja międzynarodowa mogła siłą rzeczy tylko sprawić, że przemysł angielski wyrzuci go z rynku rodzimego, który stanowił wówczas jedyne źródło alimentacji przemysłów nie-angielskich.

Marksowski socjalizm tak, jak we wszystkich innych szczegółach, stanowi tylko negatyw tej klasycznej szkoły ekonomji politycznej, tak i w tym szczególe pozostał mu wierny. Jak rozmiary kliszy fotograficznej zgodne są z rozmiarami odbitki, tak socjalizm marksowski jest równie międzynarodowy jak jego klasyczny pierwowzór. Tylko złączony proletarjat całego świata zdoła przeciwstawić się wyzyskowi burżuazji całego świata.

Cóż, kiedy burżuazja jednego kraju, Anglji, starała się wyzyskiwać burżuazję reszty krajów świata. Wówczas to w sferach burżuazji, szczególnie niemieckiej, powstała myśl o „narodowej reakcji” przeciw międzynarodowej doktrynie klasycznej. Myśl tę podjął i z niesłychanym zapasem energji propagował Fryderyk Liszt. Szlachetny poryw jego do udziału w walkach o wolność Grecji ostygł, gdy w Trjeście udało mu się uzyskać dobrą posadę kupiecką. Z czasem stał się bardzo poważnym kupcem, a wreszcie nawet austrjackim ministrem handlu. Jako kupiec odczuł dobrze konkurencję angielską. Toteż zrozumiał, że jedynie wysokie cła ochronne mogą umożliwić swobodny udział w wyzysku swych rodaków przez narodowy odłam burżuazji światowej. W ten sposób rozpoczęła się reakcja przeciw międzynarodowej ekonomji politycznej. Jeżeli dziś w Anglji świnie żrą nasz cukier po 6 i pół grosza za funt, a równocześnie polskie dziecko pozbawione jest słodyczy pomarańczy, to jest obrazek zbawienności tego kanonu.

Jednak reakcja narodowa przyszła także ze strony socjalistycznej. Narodowi demokraci czy narodowi socjaliści lubią o tem przemilczeć, bo raz, niedobrze jest wskazywać na to, że i socjaliści kochać umieją swą ojczyznę, a następie, bo reakcja ta związana jest nierozłącznie z imieniem żyda, którzy — jak wiadomo — rzekomo są zawsze międzynarodowcami, antypaństwowcami. Żydem tym jest Ferdynand Lasalle.

Przyczynę istnienia klasy robotniczej wolnej, to znaczy pozbawionej wszelkich środków produkcji, widzi on w pierwszym rzędzie w istnieniu własności ziemskiej, jak to wyraźnie pisze w liście do Rodbertusa. Przyczynę wyzysku tej klasy przez uprzywilejowaną klasę kapitalistów stwierdza w nieubłaganem działaniu „żelaznego, spiżowego prawa płacy”.

Prawo to zaznaczył już Smith, rozwinął je świadomie Ricardo. Polega ono na tem, że robotnik nie otrzyma nigdy więcej z tytułu płacy, niż najkonieczniejsze środki utrzymania. Wszelki postęp techniczny i związane z nim potanienie wytworów, nie przydadzą mu się na nic, bo, jeśli obniżą się koszty utrzymania, to i płaca jego spadnie znów do poziomu każdocześnie najkonieczniejszych kosztów utrzymania. Gdyby bowiem kiedykolwiek wyszła nieco ponad te koszty utrzymania, wówczas natychmiast da się odczuć napływ nowych sił roboczych, których podaż zdusi znów płacę do dawnego jej poziomu.

Wyjście z tej sytuacji widzi Lasalle w przeistoczeniu robotników na przedsiębiorców, czyli krótko: w uspółdzielnieniu produkcji. Takim spółdzielniom winno początkowo Państwo użyczać swej pomocy, z tego samego tytułu, z jakiego przedsiębiorstwom kapitalistycznym budowy kolei gwarantuję pewną określoną wysokość zysku z ich eksploatacji.

Oto krótko streszczona doktryna ekonomiczna Lasalla. Jest ona nawskroś barwy narodowej. Jeżeli bowiem Marks widział możność wyzwolenia proletarjatu spod ucisku burżuazyjnego tylko w zbrojnem powstaniu proletarjatu w skali międzynarodowej, to uświadomiona sobie przez Lasalla konieczność pomocy państwowej dla asocjacyj robotniczych skazuje zgóry jego doktrynę na realizację w ramach poszczególnych państw. Wymaga ona najczynniejszej ingerencji państwa w życie gospodarcze. Dlatego musiało dojść do sporu między Lasallem a liberalizmem manchesterskiej modły. Państwo dla Lasalla nie jest stróżem nocnym, jest ono „prastarym zniczem cywilizacji”, a liberalizm — „nowoczesnem barbarzyństwem”.

Na tle nacjonalizmu i internacjonalizmu doszło między Lasallem a Marksem do rozłamu. Znali oni się ze sobą i tykali jak przyjaciele.

„Celem moim jest wyzwolenie robotników niemieckich”, tłumaczył Lasalle „Murzynowi” — takie było przezwisko przyjacielskie wielkiego Marksa.

„Na tem polega nonsens twego rozumowania”, odparł Murzyn. „Czy istnieje bowiem tylko proletarjat niemiecki? Czy w innych państwach nie ma proletarjatu?”

„To mnie nie obchodzi, ja pracuję tylko dla proletarjatu niemieckiego. Twoje stanowisko międzynarodowe nie jest mojem. Jestem Niemcem każdą tkanką mego uczucia. Wierzę tylko w to, że niemieckiemu robotnikowi można pomóc przez asocjacje z zasiłkiem państwowym. Inni robotnicy narazie mnie nic nie obchodzą.”

Po takim wyznaniu wiary Lasalla obaj mężowie rozeszli się, powaśnieni, na zawsze.

Uczucie niemiecko – narodowe Lasall        a ujawniły się nietylko w przytoczonej rozmowie z Marksem. W historycznym swym dramacie „Franz von Sickingen” pisze słowa, których dziś napewno nie powstydziłby się nawet sam Minister Propagandy Trzeciej Rzeszy:

„Chcemy

Rzeszy zjednoczonej, wielkiej, potężnej,

Rozbicia rządu klerykalnego,

Zerwanie zupełnego z wszystkiem, co rzymskie:

Czysta nauka, oto jedyny kościół Niemiec, —

Odrodzenia, nowoczesnego w zgodzie ze starą pragermańską wolnością gminną,

Zniszczenia panowania karłowatych książąt

I uzurpowanego rządzenia pośredniego,

A potężnie na epoki władczym duchu

Oparci, w jej duszy głębiach zakorzenieni, —

Głowę ewangelicką jako cesarza na czele

Wielkiej Rzeszy…

Słowa te wkłada Lasalle w usta samego Sickingena, z którego, jak pisze w jednym ze swych późniejszych listów, uczynił „zwierciadło swej duszy”.

W odczycie z 1862 r. na temat „Filozofja Fichtego a znaczenie niemieckiego ducha narodowego” daje całą teorję świąt narodowych. „Podczas świąt narodowych naród nic innego czcić nie może, jak tylko własnego swego ducha” mówi Lasalle. Rzeczywiście hitlerowcy na uroczystościach takich nic innego nie robią. O tyradzie na cześć wszechwładzy państwa, zawartej we wspomnianym odczycie, w najlepszym stylu heglowskim, tylko wspomnę.

Wybitnie narodowe nastawienie Lasalla wyziera z każdej stronicy jego pism, i czytając je, nietylko treścią, lecz także stylem i formą przypominają ideologję, dziś w Niemczech panującą. Nawet idea przewodnictwa nie była mu obcą. On, dla którego powszechne prawo do głosowania miało być drogą do uzyskania władzy, w tym szczupłym zakresie, w którym władzę rzeczywiście uzyskał, odrzucił ideę wolności i równości, jak zużyte szmaty. Dnia 23 maja 1863 r. zorganizowany został Powszechny Niemiecki Związek Robotniczy. Lasalle status tego związku ułożył w ten sposób, że stał się absolutnym, nieograniczonym autokratą nad członkami związku. „Związek — nakazał — winien być młotem w ręku jednostki.” Rozlegały się głosy opozycji, przebąkiwano o dyktaturze. „To nie dyktatura, — tłumaczył Lasalle — lecz można z tego niezłą dyktaturę zrobić”, — i został wybrany prezesem na lat pięć. Na stanowisku tem zachował manjery jakiegoś imperatora, jak świadczy taka proklamacja: „Robotnicy, — z powodu jutrzejszego mojego wyjazdu do wód Szwajcarji mianuję p. Ottona Dammera z Lipska wiceprezesem Związku”. I wyjechał — a całe Niemcy zatrzęsły się śmiechem z oswobodziciela proletarjatu, który wyjeżdża do „wód Szwajcarji” i ważne to zdarzenia oznajmia swemu ludowi drogą proklamacji. Jakże ta groteskowa kacykowatość przypomina niektórych dzisiejszych Panów Trzeciej Rzeszy.

Znamionujący hitlerowców a częsty u żydów, antysemityzm, kto chce znaleźć może i u Lasalla. Często mawiał on: „Nienawidzę dwóch rzeczy: żydów i literatów, niestety jestem jednym i drugim.”

Był pewien moment, w którym wymówienie nazwisk Hindenburga i Hitlera jednym tchem miało w sobie coś nieprawdopodobnego, coś co przypominało kwadraturę koła. W życiu Lasalla był pewien jeszcze groteskowy moment, mianowicie jego przyjaźń z Bismarckiem. Żelazny Kanclerz publicznie wyznał, iż „Lasalle był osobowością znacznie inteligentniejszą, niż jego epigoni”, oraz, że „chwil, w których z nim rozmawiał, nigdy nie pożałował”, że „miał on zapatrywania na wskroś narodowe i monarchiczne”, a „jeśli miał jakąś wątpliwość, to tylko tą, czy cesarstwo niemieckie zakończy się ma dynastją Hohenzollernów, czy dynastją Lasallów”. „Rozmowy moje z Lasallem trwały godzinami, i zawsze żałowałem, gdy się kończyły”. Pewnego razu, gdy z ramienia Bismarcka Państwo udzieliło pomocy wynędzniałym tkaczom śląskim kanclerz zaczepił Lasalla na ulicy, wziął go pod rękę i powiadomił o swym dobrym uczynku. Tych dwoje ludzi, Bismarck i Lasalle, splecionych ramionami, czyż to nie symbol dzisiejszej rzeczywistości niemieckiej? Stopienie haseł nacjonalistycznych z socjalistycznemi miało w Niemczech zawsze jakąś niesamowitą, wybuchową siłę atrakcyjną. Widzimy to na przykładzie rekordowego rozrastania się hitleryzmu, od najskromniejszych zaczątków aż do shitleryzowania całych Niemiec i Austrji w ciągu 10 lat. To samo było za czasów Lasalla. Lasalle był filozofem, dramaturgiem, prawnikiem, ekonomistą, lecz przedewszystkiem: agitatorem, tak jak jego kolega od „reakcji narodowej” po stronie burżuazji Fryderyk Liszt. Jego przemowy agitacyjne cieszyły się szczególnie w zachodnich Niemczech — zresztą znów rys podobny do hitleryzmu — największem powodzeniem. Tysiące robotników przysłuchiwało się fascynującym jego wykładom w Bonn, Kolonji, Moguncji, Trewirze. Tłumy go witały, tłumy go słuchały, tłumy go odprowadzały. Nawet po śmierci wierna jego przyjaciółka, hrabina Hatzfeld wiozła zwłoki jego po miastach jego triumfów, gdzie wszędzie odbywały się spontaniczne wspaniałe manifestacje na cześć zmarłego, — aż policja, obawiając się ekscesów, zwłoki jego skonfiskowała i odtransportowała do Wrocławia, gdzie spoczęło